Wielki triumf Liverpoolu! The Reds zagrają w finale Ligi Mistrzów!

Coś co jeszcze w poniedziałek wydawało się niemożliwe, stało się prawdą wtorkowego wieczora na Anfield. Osłabieni brakiem w składzie Salaha i Firminho liverpoolczycy odwrócili losy dwumeczu z Barceloną i po raz drugi z rzędu zagrają w finale Ligi Mistrzów! Swojego rywala poznają w środę, kiedy to Ajax podejmie w Amsterdamie londyński Tottenham. 

Po blamażu na Camp Nou, gdzie The Reds przegrali aż 0-3 niewielu wierzyło w korzystny wynik na Anfield. W operacji “Finał Ligi Mistrzów” nie pomagały kontuzje Firminho i Naby Keity, ale największym ciosem był brak w składzie lidera – Mohameda Salaha. Egipcjanin doznał kontuzji podczas weekendowego starcia z Newcastle i półfinał Ligi Mistrzów oglądał z trybun. Kolegów wspierał jednak mentalnie, a koszulką z napisem “Nigdy się nie poddawaj” wyraźnie dodawał otuchy.

We wtorek worek z bramkami otworzył się szybko. Już w 7. minucie do do siatki Barcelony trafił Divock Origi, a w kibicach na Anfield na nowo zapłonęły nadzieje. Gospodarze napierali, ale w miarę upływu czasu Barcelona coraz bardziej przejmowała inicjatywę. Do końca pierwszej połowy to przyjezdni mieli więcej klarownych okazji, ale piłka po żadnej z nich nie znalazła się w bramce. Swoje strzały marnowali m.in. Messi i Coutinho, a tuż przed końcowym gwizdkiem sytuacji sam na sam nie wykorzystał Jordi Alba.

Dla Barcelony sytuacja wciąż wydawała się jeszcze opanowana. Trzybramkowa zaliczka z Camp Nou pozwalała realnie myśleć o finale, w którym nie grali już od czterech lat. Sytuacja na Anfield odmieniła się jednak o 180 stopni, kiedy tuż po przerwie dwie bramki wpakował Barcelonie Georginho Wijnaldum. Holender, który na boisku pojawił się w 46. minucie, w przeciągu dwóch minut dwukrotnie pokonał Ter Stegena i doprowadził do wyrównania w dwumeczu.

Od 56. minuty walka o awans rozpoczęła się więc na nowo, a każda kolejna bramka premiowała zespół, który ją zdobędzie. Gospodarze sprawy awansu chcieli załatwić bez dogrywki, dlatego wzięli inicjatywę w swoje ręce i ruszyli z atakiem na Barcelonę. Wyraźnie podłamani Katalończycy z pewnością nie spodziewali się takiego obrotu spraw, a z wielkiej potęgi sprzed tygodnia zostali sprowadzeni do poziomu przestraszonego klubiku. Goście nie mogli znaleźć recepty na genialnie grających gospodarzy, ale do 79. minuty zdołali jeszcze utrzymać wynik na miarę dogrywki. Załamanie nadeszło jednak w końcówce, kiedy Katalończycy wyraźnie przysnęli przy rzucie rożnym, co perfekcyjnie wykorzystał Aleksander Arnold. Angielski obrońca szybko podał do Origiego, a ten znalazł się w doskonałej pozycji, mając przed sobą jedynie golkipera Barcy. Strzałem w okienko 24-latek dał gospodarzom czwartego gola i bezpośredni awans do finału.

Goście w ostatnich dziesięciu minutach próbowali jeszcze ataków, ale na doskonale spisujący się Liverpool nie znaleźli recepty. Podobnie jak przed rokiem, roztrwonili na wyjeździe trzybramkową przewagę w Lidze Mistrzów i pożegnali się z rozgrywkami. Wcześniej taka sytuacja miała miejsce w starciu z AS Romą, która kosztem Barcelony awansowała do półfinału. Dla Liverpoolu będzie to z kolei drugi finał LM z rzędu. W 2018 roku przegrali w Kijowie z Realem 1-3, a w tym na swojego rywala poczekają do środy. Wtedy okaże się czy Ajax Amsterdam utrzyma jednobramkową zaliczkę z Tottenhamem i zajmie ostatnie wolne miejsce w finale.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *